Rage across Silesia

Obrona Septu Cieni

Tajna misja Elmerbasha

Ewald wiedział do kogo przyjść ze swoją prośbą. Ze wszystkich wilkołaków znajdujących się teraz w sepcie wybrał właśnie mnie. Wilkołaka z prawdziwymi tradycjami, walecznego i odważnego, takiego którego można wziąć na każdą wyprawę. To właśnie dlatego to ja zostałem wybrany, aby towarzyszyć Ewaldowi w tajnym spotkaniu z Azaerą. Ale to nie wszystko, sukces całej wyprawy zależał ode mnie, wcześniej musiałem przekonać Agnieszkę, aby wybrała się z nami. Zasady były określone jasno: Ewald i Azaera przychodzą w otoczeniu jednego godnego wilkołaka i jednego godnego wampira, aby przedyskutować wyjście z sytuacji inne niż wojna. Osobiście nie sądzę, aby taki wilkołak jak Ewald unikał starcia. Jest przecież srebrnym kłem o tradycjach prawie tak wspaniałych jak ja. Prędzej uwierzę, że chce zdjąć Azaerę w pojedynkę i wybrał mnie i Agnieszkę na swoich przybocznych i świadków tego chwalebnego momentu.

Chwilę trwało zanim znalazłem Agnieszkę, nie ma tutaj zbyt dużo przyjaciół. Nie uznawana przez swoją rasę, z natury nie lubiana przez wilkołaków, kin folków czy innych zmiennokształtnych zawsze trzyma się na uboczu. Z początku nie wiedziałem dlaczego Ewald to właśnie ją wybrał na przedstawicielkę rasy wampirów na tym spotkaniu. Gdyby nie piękna, zdobna pochwa od bardzo rozpoznawalnego miecza u boku wyglądałaby jak zwykła nastolatka. Chwila rozmowy z nią przekonała mnie, że jedyne co zostało w niej z nastolatki to pyskate nastawienie, ale sojusznika znalazł w niej Ewald znakomitego. Naturalnie gdyby to Ewald rozmawiał na uboczu z wampirem wzbudziło by to podejrzenia całego septu. Na szczęście na mnie mało kto zwraca uwagę, jako Ragabash jestem niewiele bardziej popularny w sepcie niż Agnieszka. Już za kilka godzin załatwimy całą sprawę, a po powrocie ogłosimy swoje zwycięstwo!

Miejsce spotkania raczej nie wzbudza sympatii, opuszczone gotyckie ruiny śmierdzą Żmijem tak bardzo, że nie trzeba żadnych darów, aby to wyczuć. Tyle by było z naturalnego miejsca. Na spotkanie każdy z nas założył swój najbardziej wyjściowy strój, najbardziej wyjściowy strój każdego z nas oznacza naturalnie, że łatwo można się w nim przeobrazić i walczyć. W podobny sposób ubrani pojawili się też Azaera wraz ze świtą. Śmierdzący tancerz czarnej spirali Xander, zwany też „żąglujący śmiercią” oraz chuderlawy wampir Hubert. Podczas gdy Ewald wraz z Azaerą udali się na stronę ja wraz z Agnieszką udaliśmy się z tym sługusami to osobnego pomieszczenia poczekać na wyniki rozmów. Dość niespodziewanie ta wilkołacza padlina Xander zaczął wypytywać mnie o naszą wcześniejszą potyczkę z Azaerą w Kanadzie. Z nieukrywaną satysfakcją opowiedziałem mu pieśń o naszym zwycięstwie nad jego panią. Gdy tylko skończyłem on zaczął wyśmiewać nasze zwycięstwo, stwierdził, że przez zniszczenie kamienia tylko przyczyniliśmy się do planu Azaery i uwolniliśmy ducha, który teraz będzie się mógł powoli odradzać. Pamiętam tamte chwile, pamiętam jak straciliśmy jednego szczeniaka, jak wiele trudu i wysiłku kosztowało nas zostanie prawdziwą watahą, godnymi wilkołakami. Gdyby nie nasza walka, działania Azaery w tamtym regionie pozostałyby bez odzewu i przyniosły jeszcze gorszy skutek!

Po raz pierwszy w życiu poczułem przypływ szału tak silny, że nie mogłem go powstrzymać. Oczy zabiegły mi krwią i rzuciłem się na niego w celu wydarcia mu tych kłamstw z gardła! To właśnie po to przyprowadził mnie tu Ewald! Na jego szczęście zdołałem przemienić się tylko w glabro tracąc trochę na szybkości. Nim go dosięgłem on odepchnął stół, co spowodowało u mnie moment dekoncentracji. To wtedy kątem oka dostrzegłem Agnieszkę, która urosła i wyglądała teraz bardzo groźnie, tak naprawdę groźnie… Moja osłabiona wydarzeniami ostatnich dni wola nie była w stanie przeciwstawić się jej grozie i sile. Pierwszy raz uległem szałowi i pierwszy raz zostałem pokonany bez podjęcia walki tego samego dnia… Upadłem na ziemię w szoku i strachu… Xander oczywiście wykorzystał tą chwilę i rzucił się na mnie okładając mnie lagą, zapewne próbując wywołać u mnie ponowny wybuch szału, w tej chwili nie byłem jednak w stanie podjąć walki. W trakcie tej szamotaniny z kieszeni wypadł mu gwizdek w postaci czaszki i zawisł na łańcuszku tuż nad moimi dłońmi. Nie jestem teurgiem, ale potrafię rozpoznać potężny fetysz kiedy taki zobaczę. W głowie zakołatały mi słowa wyzwania Diego Lodry „Udowodnij, że jesteś godny zostania Adrenem, zabierz przeciwnikowi w walce fetysz”. Podejmowanie wyzwań to moja natura, zdobyłem się na wysiłek i pchnąłem tą padlinę na drugą stronę pomieszczenia jednocześnie zaciskając dłoń na łańcuszku. Xander nie zdążył jeszcze dobrze wstać gdy w drzwiach pojawił się Ewald z Azaerą co skutecznie rozproszyło jego uwagę. Po tych wydarzeniach jasne było, że jakiekolwiek rozwiązania inne niż wojna z siłami Azaery nie wchodzą w grę. Ewald zachowywał się jakby był zawiedziony obrotem sprawy, ale jego wzrok mówił coś zupełnie innego. Gdy prawie biegnąc zmierzaliśmy z powrotem do septu cieni Ewald wyciągnął w moją stronę rękę wyraźnie patrząc na moją wciąż zaciśniętą na gwizdku pięść.

Wtedy zrozumiałem, mimo że powody ku temu były zupełnie inne niż mi się wydawało, to właśnie ja byłem najbardziej właściwym wilkołakiem do tej misji. Co najważniejsze, sprawdziłem się. Wstyd spowodowany zastraszeniem przestał mieć tak bardzo gorzki smak. Nie tylko sprawdziłem się na misji wyznaczonej przez główno dowodzącego, ale jako drugi wilkołak w watasze zasłużyłem na rangę Adrena.

Comments

Witold_Fiore_Hess monthy

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.