Przemysł "Rozmawiający z Maszynami" Zieliński

DECEASED

Description:

Tribe: Glass Walkers
Breed: Homid
Auspice: Philodox
Physical: Strength 2, Dexterity 4, Stamina 2
Social: Charisma 4, Manipulation 4, Appearance 2
Mental: Perception 3, Intelligence 3, Wits 2
Talents: Alertness 2, Athletics 1, Brawl 3, Empathy 3, Expression 2, Primal-Urge, Streetwise 1, Subterfuge 2
Skills: Crafts 3, Drive 1, Firearms 2, Larceny, Survival 2
Knowledges: Computer 2, Occult 1, Rituals 2, Technology 2
Backgrounds: Fetish 1, Resources 2, Rituals 2, Kinfolk 1, Totem 1
Gifts: Truth of Gaia, Persuasion, Fangs of Judgement, Control Simple Machine
Renown: Glory 1, Honor 4, Wisdom 0
Rank: 0 (cub)
Rage: 4
Gnosis: 4
Willpower: 8
Flaws: No partial transformation, Hatred (Drug Dealers), Foe From the Past, Vengeful

Fetishes: Mirrorshades
Rites: Rite of Contrition, Rite of Talisman Dedication

Bio:

Niezbadane są wyroki Luny… Kiedy byłem dzieciakiem, często zdarzało mi się wchodzić w konflikt z innymi dziećmi dlatego, że uważałem ich pomysły za głupie lub niebezpieczne. Często miałem rację, szkoda, że nie zawsze potrafię się zastosować do sowich własnych rad. Chociaż ten wyrok w zawieszeniu za próbę kradzieży już się przedawnił. A jeśli nie to moja nowa rodzina na pewno ma wystarczająco dużo koneksji, aby sprawić, że się przedawni. W końcu jak mnie wsadzą to kto będzie dbał o ich sprzęt? Naprawiał samochody i motocykle?

Nazywam się Przemysł Zieliński i nie jestem normalny, nie jestem nawet człowiekiem. Wiedziałem o tym od samego początku, w końcu kto normalny ma rodziców, których znajomi to sami przestępcy, członkowie gangów motocyklowych ? Pewnie, od czasu do czasu wpadał do nas ktoś normalny, ale wiedziałem, że nie zagrzeje długo miejsca. A rozmaite ciotki (o wyglądzie seksownych morderczyń) lub wujkowie (wyglądający jak żołnierze, przestępcy lub kanadyjscy drwale) czasem przesiadywali w domu moich rodziców tygodniami. I wszyscy mi się tak dziwnie przyglądali…

Dom moich rodziców stał na uboczu, ojciec miał warsztat samochodowy dobudowany właśnie do tego domu, dlatego moje dziecięce zabawy na podwórku często wiązały się z samochodami, razem z rówieśnikami bawiliśmy się pośród wraków i wybebeszonych pojazdów. Ojciec często nas przeganiał ale w końcu pozwolił mi pomagać mu w warsztacie. Na początku szło mi kiepsko, myliłem klucze, nie umiałem zapamiętać prostych rzeczy. Ojciec cierpliwie wszystkiego mnie nauczył, ale nie wiem czy osiągnę kiedyś jego poziom wirtuozerii, jest prawdziwym „zaklinaczem samochodów”, potrafi naprawić każdego grata.
Moje życie potoczyło się w miarę standardowo, podstawówka, technikum samochodowe, potem pracowałem w warsztacie ojca. Gustaw Zieliński Naprawy Samochodowe – jeśli kiedyś będziecie potrzebować serwisu w okolicach Augustowa to jest miejsce gdzie należy uderzać. Ale brnę w dygresję. Pracowałem w zakładzie ojca, spotykałem się ze znajomymi, czasami próbowaliśmy ukraść jakiś samochód, i czasem się to udawało. Maszyny mnie słuchały, pomimo iż nie znam się na nich tak dobrze jak mój ojciec to czasami robią to czego od nich chcę. To były takie szczeniackie zabawy, skończyło się na szczęście dobrze, nikt nie zginął a ja dostałem tylko wyrok w zawieszeniu. Tymczasem wujki i ciotki z pod ciemnej gwiazdy odwiedzały nas co raz częściej, i ciągle się przyglądali, zwłaszcza jedna, Łucja. Nazwanie jej „ciotką” w wieku lat 20 przychodziło mi z trudem, gdyż sama wyglądała na maksimum 25, typ seksownej zabójczyni, jestem pewien, że niejednemu kolesiowi połamała ręce za to, że klepnął ją w ten krągły tyłek, opięty skórzanymi spodniami na motocykl.
Kiedy wszystko się zaczęło dowiedziałem się, dlaczego mi się tak przyglądała, była Teurgiem, szamanka i rozmawiającą z duchami. Normalnie wyśmiałbym każdego, kto powiedziałby coś takiego, ale nie po Przemianie. Nastąpiła nagle, pewnego dnia podczas popijawy z kolegami, napadli nas jacyś goście, podobno jeden z nas wisiał im pieniądze za narkotyki. Wybuchła bójka, kolesie wyciągnęli klucze do kół i bejsbole. Zatłukli Norberta na moich oczach, wtedy coś we mnie pękło, poczułem furię i zrobiło mi się czerwono przed oczami. Po chwili koleś, który przyciskał mnie kolanem do ziemi leżał pod ścianą ze złamanym kręgosłupem, drugi ze szramą z pazurów ? na ryju cofał się przede mną. Urwałem mu głowę, gołymi rękami, dziwnymi, wielkimi pokrytymi futrem rękami. Dwóch ostatnich zaczęło uciekać ale nie mogli mi umknąć. Skończyli tak samo jak ten pierwszy. Kiedy się uspokoiłem, i wróciłem do swojego normalnego kształtu nie wiedziałem co zrobić. Zadzwoniłem do Franciszka, kolegi mojego ojca, który był członkiem gangu. Kazał mi zostać na miejscu i nie ruszać się. Po 15 minutach usłyszałem dwa motocykle. Wielkiego choppera Franciszka i ścigacz Łucji. Kiedy drżącym głosem wyjaśniłem co się stało oboje się uśmiechnęli. Ci goście, których zabiłem w szale to były śmieci, handlarze narkotyków szantażujący dzieciaki. Franciszek powiedział, że wszystkim się zajmie, a Łucja kazała mi wsiadać na motor i zabrała mnie do domu.
W domu kazała mi poczekać, rozmawiała z rodzicami beze mnie. Kiedy wyszli z domu widziałem przestrach w ich oczach. Dowiedziałem się, że ze względu na moje szczególne cechy muszę wyjechać w inne miejsce Polski. Pożegnanie było krótkie i bez scen. Moi rodzice byli twardymi ludźmi i wyglądało na to, że spodziewali się tego co się stało. Na pożegnanie ojciec wytoczył z warsztatu pożegnalny prezent, motocykl, nad którym pracował w wolnym czasie, potężnego Harleya. Nie minęło pół godziny i już ja, Łucja i Franciszek pędziliśmy drogą na południe Polski. Podczas postojów oboje opowiadali mi co się stało. Nie wierzyłem im. Ja? Wilkołakiem? Nie ma czegoś takiego! W końcu Łucja, upewniwszy się, że nie ma postronnych obserwatorów pokazała mi Przemianę. Na moich oczach zamieniła się w wilczycę o białym futrze. To zamknęło mi usta, na chwilę. Zasypałem ich potokiem pytań, wszystkiego miałem dowiedzieć się na miejscu. Na Śląsku, gdzie znajduje się najwięcej przedstawicieli ich, i teraz też mojego plemienia, Tubylców Betonu.
Na Śląsku mieszkam już 2 lata, z pomocą klanu udało mi się założyć własny biznes, mam warsztat samochodowy, zupełnie jak mój ojciec. Poza tym czas spędzony z plemieniem służy nauczeniu mnie wszystkich tradycji i zasad naszego rodzaju, chociaż już teraz widzę, że nie wszyscy się do nich stosują, to niezbyt rozsądne, zwłaszcza naginanie zasad przez Starszych. To nas osłabia jako gatunek. Chciwość, głupota, porywczość, wszystko to nas zaślepia. Nie jestem wyjątkiem. Jednak ścieżka, którą wybrała dla mnie Luna jest jasna, mam być przewodnikiem, rozjemcą, sędzią. To trudne ale ktoś musi to robić, w przeciwnym wypadku nasz rodzaj czeka zagłada, a świat czeka powolna śmierć z rąk Żmija.
Wspomnienia, myśli, obrazy… Wszystko wiruje w mojej głowie, medytacja powinna pozwolić mi się skupić. Mechanicznie składam, rozkładam i czyszczę automatyczną strzelbę, w myślach recytuję Litanię, Prawa, słowa Rytuałów, kiedy ostatnia część wskakuje na miejsce jestem gotowy… Drzwi do magazynu się otwierają, czas udać się do Kanady i przejść Rytuał Przejścia.

XP/Total XP:27/36
Rozwinięcia:
Gnoza 4 6xp
Crafts 3 4xp
Survival 1+2 5xp
Alertness 1 3xp
Alertness 2 2xp
Expression 2 2xp

Gifty do wykupienia:
Rank 1:
City Running
Plug and Play
Skyscraper’s Sight

Rank 2:
Strength of Purpose (Philodox)
Jam Technology (Glass Walker)
Cybersenses (Glass Walker)

Przemysł "Rozmawiający z Maszynami" Zieliński

Rage across Silesia Witold_Fiore_Hess Witold_Fiore_Hess