Rage across Silesia

Atak na Caern

Zostałem zaproszony do uczestnictwa w ćwiczeniach watahy Ukrytego Królestwa. Wilkołaki dostały się w szpony Alfy watahy Pazura, który chyba postawił sobie za punkt honoru aby dorównać Sierżantowi Harknessowi z popularnego filmu śmiertelnych o tytule Full Metal Jacket. Wydzierając się na nich i przeczołgiwując ich po całym lesie. Poza tym ignorował wszelkie pytania i sugestie jakie “moje” wilkołaki miały odnośnie bezpieczeństwa caernu. Zbywał ich odpowiedzią, że “wszystko zostało przemyślane”. Jak dobrze “przemyślana” była ochrona caernu okazało się później.

Tydzień później do Parku Śląskiego przybył Accolon, Milczący Wędrowiec zaprzyjaźniony z Septem Krwawego Księżyca. Zaraz po przybyciu spotkał się ze starszymi i oskarżył Curtisa Warren o spiskowanie ze Żmijem. Wilkołaki niewiele myśląc postanowiły go złapać i osądzić. Oczywiście z braku odpowiednich osobników, to właśnie ja udałem się do schronienia Nuishy. Nie było trudne przekonać go do stawienia się w caernie. Spodziewałem się większych trudności i prawdę mówiąc byłem rozczarowany.

Wróćmy na chwilę do kwestii “zabezpieczeń” caernu. Wkrótce po moim powrocie nastąpił atak. Watahy Ukrytego Królestwa została zaskoczona przez hordę niewielkich Zmor, przebranych za Strzepiaki Krwawej Luny. Rozproszeni musieli stoczyć walki z przeważającymi siłami. Tymczasem ja oraz Srebrny Kieł pokonaliśmy Pijawkę, która próbowała ukraść Kamień Przejścia. Najbardziej strzeżony obiekt w caernie, sam fakt, że wampir wiedział gdzie szukać świadczy o jakości “zabezpieczeń” zastosowanych przez wilki. Na szczęście udało się go powstrzymać.

Podejrzenia padły oczywiście na Curtisa, który w tym czasie siedział w celi. Podejrzewam, że gdyby była to jego sprawka, to jego uwolnienie byłoby częścią planu. Postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o Nuishy. Kilka butelek alkoholu oraz przybranie formy atrakcyjnej, młodej dziewczyny sprawiło, że współlokatora kojota zrobili się bardzo rozmówki. Dowiedziałem się o wizycie niezadowolonego mężczyzny w garniturze oraz odnalazłem ukrytą w podłodze tajemniczą czarną kredę. Znalazłem też adres firmy recyklingowej. Muszę to zbadać dokładniej.

View
Claivcepcja
O tym, jak zdobyliśmy totem

Dobiegają mnie odgłosy walki. Sidney z Ibrahimem przenoszą się do głębokiej umbry, a ja nie podążam za nimi – zbyt mocno martwie się o resztę, a Sidneyowi przecież nic nie grozi. Staram się dotrzeć do reszty watahy jak najszybciej. Oni tymczasem walczą z potężnym Incarną – Wielkim Wezyrem. Kiedy do nich docieram widzę, że wszystko płonie, a wezyr cofa się na schody. Udaje mi się wydać mu rozkaz, aby przestał się bronić. Nie broni się, ale nadal ucieka, atakowany przez Tańczącego z ogonem. Znikają mi z pola widzenia. Teraz mogę sobie co najwyżej pomerdać… Wyglądało to już nie najlepiej, ale pojawił się Ibrahim ibn Jakub. Zaprzestaliśmy walki. Nie było z nim Sidneya, który ponoć został w głębokiej umbrze i do nas dotrze. Ibrahim rozmawiał z Ananasą i wygląda na to, że porzuci swój szalony plan. Czyli królowa pająków przemówiła mu do rozumu. Albo wie, że sam bez pomocy niczego nie dokona. Okazuje się, że sam wezyr był przez niego związany!
Chcemy pomóc mu w inny sposób uratować królestwo. Ku naszemu zaskoczeniu uwolniony wezyr zamienia się w Mantikorę i ma raczej uzasadnione pretensje do Ibrahima. Uwolniona gadzina rzeczywiście jest wściekła.
Zastanawiamy się, czy Ibrahim znowu nie zeświruje kiedy odejdziemy. Abeque, moja cioteczna babka (!) żąda, żeby zrzekł się władzy i chce zająć jego miejsce. Sądząc po tym, ile miałam świrów w rodzinie nie za bardzo trafia do mnie ten plan. Decydujemy się przypisać Ibrahima do claiva Podogona, a Ibrahim, nie bardzo mając alternatywy, akceptuje takie rozwiązanie. Mantikora natomiast decyduje się zostać z nami jako totem. Próbujemy skorzystać z mnesis, żeby sprawdzić, czy kiedyś coś takiego miało miejsce, ale jak dotąd nikt niczego takiego nie zrobił. To się nazywa przecieranie szlaków!
Odprawiam rytuał przywiązania. Udaje się. Wszystko rozpływa się w srebrzystą mgłę, a my jesteśmy na srebrnej ścieżce. No i tyle z królestwa. Mamy claivcepcję. Udajemy się do królestwa Abeque – stamtąd możemy wrócić do domu. Mantikora obiecuje o nas dbać i użyczyć swojej mocy.
Wracamy. Objawia nam się Krwawiaca Luna. Zobowiązuje nas do zachowania tajemnicy ze względu na zamknięte w claivie królestwo – może ono bowiem być kluczem do uratowania wszystkich legendarnych królestw. Starsi nas oczekują. Zastajemy wielki festyn, radość i gratulacje oraz sto pytań o Mantikorę.

View
Powrót do rzeczywistości

Wreszcie udało nam się powrócić do świata rzeczywistego. Podróże po ścieżkach Umbry z pewnością były pouczające, ale były też męczące dla ciała i umysłu. Z radością znalazłem się znów w normalnym świecie. W pustynnym mieście wilkołakom udało się odnaleźć totem dla swojej watahy, Mantikorę, która była spętana przez Ibrahima ibn Jakuba. Szalony wilkołak pragnął oddać swoje królestwo oszalałej Matce, i chciał mojej pomocy w dokonaniu tego. Jednak Królowa życzyła sobie aby stało się inaczej. Koniec końców wilkom udało się zakląć królestwo ibn Jakuba w klaivie Władcy Cieni i w ten sposób uratować je przed zagładą.

Powrót do w miarę normalnego trybu życia wydaje się przebiegać spokojnie dla wszystkich. Kiedy nie zajmuję się redystrybucją dóbr zabytkowych, to czuwam nad rodziną Kowalczyków oraz przygotowuję zasadzkę na pannę Blake. Uczestniczę też w spotkaniach watahy aby dowiedzieć się o nich jak najwięcej. Sept Krwawego Księżyca wydaje się być skłonny do współpracy z innymi Fera (co jest niespotykane pośród wilkołaków).

Dzięki temu miałem okazję być świadkiem przyjmowania nowej watahy w poczet Septu, moje znajome wilkołaki wzięły udział w ceremonii, która wymagała od całej watahy wydania z siebie powitalnego wycia. Sądząć z min wszystkich zgromadzonych, poszło im całkiem nieźle. Objawiła się też Mantikora, pokazująć, że wataha jest pod jej opieką. Miał miejsce też bardziej złowrogi omen, watahę Mantikory oświetliło czerwone światło, co oznacza, że Krwawa Luna przepowiada im chwalebną przyszłość zakończoną widowiskowym zgonem. Mam nadzieję, że nie będę wystarczająco blisko aby oberwać rykoszetem ich przyszłości…

View
W obronie królestwa!
Dziwne przypadki Ibrahima Ibn Jakuba

Nadal jesteśmy na srebrnej ścieżce. Lunae jest na nas obrażona, bo nieopaczne Dziecię Gaii ją postrzeliło. Ale nie należy oglądać się wstecz – zawsze trzeba kroczyć naprzód, a naszym następnym celem jest legendarne królestwo Ibrahima. Mamy powstrzymać Fimbulvinter, zimę końca świata i Głodny Pył – albo przynajmniej coś w tym stylu, co objawiło się w wizji Teurga Angusa MacLeoda. Naszym zadaniem jest uratowanie królestwa Ibrahima Ibn Jakuba, mędrca z XVII w., którego słynna mądrośc opromienienia królestwo.
Mamy także odnaleźć Mantikorę, która opiekuje się nim.
Na końcu srebrnej ścieżki czujemy gorące, parne i dławiące powietrze. Wychodzimy niemalże na środek pustyni, przed sobą mając ubity, czerwony trakt. Idziemy nim. Co dziwne, droga jest zadbana, a wszystko inne zdaje się martwe i ciche. Nie udaje nam się jednak ujść daleko – za wydmą jest 6 nabitych na pal ciał. Wyglądają jak przestroga. A ledwie zdążyłam o tym pomyśleć, z oddali, w tumanach pyłu nadjechała gromada jeźdźców. Na szczęście udało mi się powstrzymać towarzyszy od natychmiastowego użycia siły. Dowiedzieliśmy się, że nabici na pal to buntownicy podburzani przez MacLeoda i zebrano nas do pałacu, gdzie mamy porozmawiać z wezyrem, który ponoć przemawia w imieniu najmędrszego, najlepszego, najpotężniejszego Ibrahima.
Sam pałac ocieka zlotem, jest kolorowo i bogato, wszędzie są poduszki, a my zostajemy nadzwyczaj ciepło przyjęci i ugoszczeni. Mamy spisać swoje imiona i poczekać. Mimo oporów moich towarzyszy, ja swoje przedstawiam.
Czekając na audiencję u wezyra spotykamy człowieka imieniem Husajn ibn al Husajn. Pytamy go o zagrożenie ze strony MacLeoda, o to, czy jest ono realne i jakie mamy szanse zobaczyć najmędrszego, najdostojniejszego i najwspanialszego Ibrahima Ibn Jakuba. Husajn uważa, że należy szykować się na wojnę, bo ościenne królestwo już zostało zaatakowane i podbite, a teraz panuje tam Fimbulvinter i mieszkają tam lodowi giganci. Uważa, że wezyr ma szpiegów w królestwie MacLeoda i że na pewno ma pewność, co do jego niecnych planów. Pytam o Mantikorę, co zdaje się mocno konfudować Husajna. Do rozmowy włącza się indianka. Mówi, że Mantikora jest tu zarówno święta, jak i przerażająca. Jest duchem opiekuńczym, ale rozzłoszczona lub głodna nie zawaha się zjeść podróżnego. Indianka od roku czeka na spotkanie z Ibrahimem. Odwiedza go tylko wielki wezyr. To pozwala nam sądzić, że z Ibrahimem jest coś mocno nie w porządku… Nasuwa się myśl, że to własnie wielki wezyr jest przyczyną nieszczęść królestwa.
Tymczasem zostajemy wezwani na audiencję. Wezyr siedzi na starcie poduszek, jest wielki, gruby, wygląda na nie do końca sprawnego, próżnego starucha u władzy. Wita się z nami i pyta o powód naszej wizyty. Odpowiadam pytaniem – o powód przyprowadzenia nas tutaj. On opowiada o wojnie, o podbiciu sąsiedniego królestwa, o czyhających wszędzie zagrożeniach, o tym, że nie można i nie należy ufać już nikomu. Nie wyczuwam żmija… Ale w tej sytuacji to chyba gorzej. Diagnoza jest jedna: mania prześladowcza.
Co dziwne wezyr jest niezwykle uradowany faktem, że towarzyszy nam Sidney. Uważa, że jako Anansi on jeden jest godzien rozmawiać osobiście z Ibrahimem i wysyła go do wieży, w której mędrzec podobno od dawna medytuje. Nasz Anansi się zgadza. Pójdzie tam sam, w nocy, co naturalnie budzi nasz opór. Z braku innych opcji instalujemy się w jednak w pałacowych kwaterach.
Nie zostawimy Sydneya samego. Ustalamy plan – ja przybiorę postać kruka i polecę na wieżę, reszta z nas będzie czujnie czekać na wezwanie.
Przemieniona w ptaka chowam się w wykuszu. Widzę bardzo, bardzo starego człowieka, oplecionego pajęczyną, ze skórą wyblakłą jak pergamin, który pogrążony jest ni to we śnie, ni w letargu. Ibrahim Ibn Jakub bowiem od roku medytuje. Budzi się, gdy Sidney wchodzi do środka. Lekko, podnosi się, otwiera zamglone oczy. Uważa, że znalazł rozwiązanie głodu, zimy i miazmy. Całe zło, które spotyka legendarne królestwa pochodzi od Żmija. Ibrahim jest więc gotów oddać się na służbę Tkaczce, by przywrócić harmonię i ład w ich obszarze. Uważa, że tylko ona może być gwarantem pokoju. Sidney ma mu pomóc i skontaktować się z Tkaczką. Nasz towarzysz obiecuje pomoc w skontaktowaniu się, ale w niczym innym – ma wątliwości, co do słuszności takiego postępowania. A reszta watahy ponoć już jest w akcji – chcą pozbyć się wezyra, a pomaga im w tym Indianka Abeque. Słychać strzały…

View
Podróże po Ścieżkach

Tak jak sądziłem, próby, oprócz rytualnego znaczenia, były czymś w rodzaju przygotowania na trudy i anomalie czekające na podróżnika w Umbrze. Dzisiaj wilkołaki i ja, wyruszamy aby grupa mogła odnaleźć swój totem – kapryśnego Ducha-Zwierzę-Symbol, który w zamian za wypełnianie jego przykazań, będzie użyczał watasze część swojej siły. Po „odprawie” urządzonej przez starszych cała grupa przeniosła się do Umbry (przy czym musiałem skorzystać z niewielkiej pomocy Teurgini, gdyż mojemu rodzajowi trudno przekraczać Rękawicę w takich dzikich i nieuporządkowanych miejscach).

Podczas podróży widzieliśmy ducha Krwawej Luny, zdarzenie uznawane przez wilkołaki za dobry omen, gdyż uważają one, że objawienie się ducha Septu sprzyja szczególnie ważnym wyprawom. Podróż w głąb Umbry to dziwaczne i lekko niepokojące doznanie, podczas podróży trzeba koncentrować się nie tyle na konkretnym celu ale na jego wyobrażeniu, koncepcie. Kosztowało nas to trochę błądzenia i wysiłku. W pewnym momencie zboczyliśmy z trasy tak bardzo, że trafiliśmy na skraj Otchłani, niebezpiecznego miejsca, gdzie trafiają zagubione rzeczy – i jak widać także zagubieni wędrowcy.

To wszystko chyba było odrobinę zbyt stresujące dla Tycjany – jednego z Ahrounów, która dostała szału, na szczęście udało mi się w porę zabrać jej wspomnienia i powstrzymać ją przed podjęciem bezsensownej walki ze zbliżającymi się stworami z Otchłani, dzięki temu uciekliśmy i w końcu trafiliśmy na miejsce, do Legendarnego Królestwa, gdzie powitał nas jeden z Duchów-Przodków Aurory.

View
Domowa pajęczyna

Dziwne i niezbadane są ścieżki mojej Królowej, jeśli dobrze odczytałem znaki to szeczeniaki – a teraz już pełnoprawni członkowie Septu Krwawego Księżyca – są ważnymi nitkami w Gobelinie. Nici ich życia i czynów zdają się przeplatać z ważnymi wydarzeniami. A moja własna nić jest splątana z nimi. Będę posłuszny i będę pomagał im, oraz współdzielił z nimi niebezpieczeństwa – a w te pakują się nieustannie – przynajmniej dopóki Ananasa nie zażąda ode mnie czegoś innego.

Tymczasem dołączyłem do młodych wilków w ich zmaganiach z Umbrą i poważniejszą eksploracją świata obok, razem z nimi pomogłem uspokoić ducha zamieszkującego Matecznik, który postanowiły opleść Pająki Wzorca, dzięki moim znajomościom sieci udało im się dostać do środka, i opuścić kokon wokół tej anomalii bez szwanku dla zdrowia. Odbyłem też z nimi podróż do widmowej wersji Stadionu Śląskiego, gdzie spotkaliśmy dziwne stworzenie zwane Epitafem, które symbolizowało sprzeczność konfliktu i wojny. Doprawdy, mnogość dziwnych stworzeń, które żyją w Umbrze nie przestaje mnie zadziwiać.

Jeśli dobrze zrozumiałem znaczenie tych prób, które przechodzili to jest to tylko wstęp do jakiegoś poważniejszego zadania w głębszej Umbrze.

View
Przemsł, Mangi i Azaera
olaboga, ile się dzieje!

W cholernej Kanadzie akcja nie zwalniała tempa.
Curtis Warrel, kotołak, którego niedawno poznaliśmy deklaruje chęć pójścia z nami do kopalni. Zna Azaerę, wie, gdzie fomory rzadziej atakują. Azaera jednakże nigdy nie dopuściła go do Narlthusa – wielkiego, piętnastometrowego jaja, zdającego się być źródłem zła wszelkiego. Curtis chce spróbować odwrócić jej uwagę, podczas gdy część przedostanie się do kopalni ciężarówką, a część spróbuje zająć czymś fomory. Plan dość skomplikowany – ale z szansą powodzenia.
Ja jednak miałam zupełnie inne rzeczy na głowie. Przemysł umierał. Umierał już całkiem nie na żarty – umierał poważnie i prawdziwie. Bill, nasz kochany niedźwiedziołak upiera się, że da radę interweniować w tej sprawie. Wyruszyłam z nim do jego chatki. Bill dzielnie na barkach dźwigał półmartwe ciało Przemysła. Niemal czułam jak jego duch ulatuje ku przodkom.
W chacie Billa przenieśliśmy się do Umbry. W formie crispo Bill góruje nade mną jakie 3-4-krotnie. Wygląda jak wielka góra mięśni i futra, emanuje z niego siła i jakaś niepohamowana pierwotna dzikość. Wzywa Mangiego – niedźwiedziego boga śmierci. Ma stoczyć z nim bój o życie Przemysła. Ja siedzę cicho, jak mysz pod miotłą. Jeżeli Bill jest wielki to Mangi jest nieopisanie ogromny, wygląda jak praojciec wszystkich niedźwiedzi. Wyczuwam go jako potężnego niebiańskiego ducha. Rozmowa między nimi nie trwa jednak długo i staję się niemym i niemal niewidocznym świadkiem walki. Bill robi, co w jego mocy, ale jeden cios łapą Mangiego posyła go nieprzytomnego na ziemię. Bóg szykuje się do zadania ostatecznego ciosu. Nie wiem, jak znalazłam w sobie tyle odwagi – wybiegłam bowiem przed Mangiego, zasłaniając Billa własnym ciałem. O dziwo nie zostaję zmiażdżona potężną łapą – bóg niedźwiedzi przemawia do mnie! Bill jest moim przyjacielem, jest ważny, oszczędź go – błagam. Duch, nadal ku memu bezgranicznemu zdziwieniu, zgadza się. Dla Przemysła nie ma jednak ratunku…
Zostawiam Billa w chatce – będzie zapewne jeszcze spał jakiś czas. Sama zamieniam się w kruka i przez Umbrę dołączam do watahy.
Tam zastaję dantejskie sceny. Tańczący z Ogonem zabił właśnie Wendigo – Lodowego Kła. Okupił to drogo tracąc 3 palce, ale jest na tule świrem, że nadal wygląda na szczęśliwego. Przybyłam na czas, aby zająć się jego ranami. Śmierć Przemysłą, ostateczna śmierć, obudziła w moich towarzyszach jeszcze większą żądzę zemsty.
Plan na wejście do kopalni już był. Nasz nowy towarzysz, Sidney DiGriz, Ananasi, także interesuje się Narlthusem, ma zamiar nam pomóc. W związku z przegraną Lodowego Kła pomogą także Wendigo, które darzą nas większym niż do tej pory zaufaniem. Dziwne, że słowa Incarny nie pomagają, a zabicie im kolegi już tak. Pokrętna męska logika.
Curtis prowadzi ochotników na rekrutów Azaery – w tym i mnie – do Narlthusa. Kamienna komnata jest ogromna, jest tam kilkanaście fomorów (są ohydne) i wielkie jajo, od którego śmierdzi Żmijem tak, że aż ducha na drugą stronę wywraca. Sama Azaera jest za to zjawiskowa. Medytuje obok Narlthusa odziana w zwiewną, białą suknię. Jej skóra jest mleczna, a włosy tak białe jak suknia. Wstaje i obraca się do nas, prześlizgując się po każdym uważnym, czujnym spojrzeniem. Jest piękna, mało tego – jest idealna. Nie potrafię dostrzec w niej żadnej skazy, wszystko jest proporcjonalne, perfekcyjne, symetryczne. Wita się z nami i zaczyna swoją przemianę. Futro również ma białe i nieskazitelne. Nagle doznaję olśnienia – Azaera jest przedstawicielką Białych Wyjców – i to czystą jak łza. A przecież Białych Wyjców już nie ma – minęły czasy dawnych, cudownych wojowników Garou, które miały walczyć ze Żmijem. Ale jej Żmij nie wypaczył, ona sama, z własnej woli weszła na jego ścieżkę. Aby nas sprawdzić nakazuje nam zabić Curtisa – jest dla niej nieistotny, a jego śmierć ma być pieczęcią naszej wierności. Cheveio pozoruje na niego atak (nawet kilka razy), w tym czasie Wendigo rozpoczynają szturm. Fomory wszczynają alarm, a Ernarson dmie w Róg Fenrisa. Z perspektywy czasu powiem, że to było najmądrzejsze posunięcie, ba – było wybitne! Potem nie wiem, co się działo, bo opętał nas Duch Pierwszej Watachy, ale Azaera zdążyła umknąć, a duchy, po zniszczeniu Narlthusa, zniszczyły także Róg Fenrisa. Z dokumentów, które znaleźliśmy później wynikało, że Azaera była w ciągłym kontakcie z II Watahą z Chorzowa – to oni zabili szczeniaki. Teraz Wendigo mają dowód na naszą niewinność. A my możemy wreszcie wracać do domu. Oczywiście z dodatkowym bagażem – Panem DiGriz.

View
Rozwiązanie

Niestety moje przypuszczenia okazały się słuszne, kamień z mojej wizji nie był schronieniem Królowej, obserwowane przeze mnie Garou zniszczyły go, a razem z nim ducha, który był tam uwięziony. Jednak wierzę, że Ananasa ukazała mi to miejsce nie bez powodu. Być może część mojej misji jest związana z tymi młodymi wilkołakami? Wydają się być siłą, która może dużo zmienić w układach pomiędzy nadnaturalnymi istotami na Górnym Śląsku. Mam pewność, że Królowa życzy sobie aby ich obserwować.

Spotkanie przebiegło w miarę pomyślnie, dzięki Curtisowi wilkołaki przyjęły moją pomoc w dostaniu się do kopalni, nie musiałem też odkrywać zbyt dużo swoich kart. Jednak nasze spotkanie zostało przerwane przez pojawienie się kilku miejscowych wilkołaków ze szczepu Wendigo. Ich przywódca wydawał się mieć jakieś zaszłości z polskimi wilkołakami i wyzwał ich przywódcę na pojedynek. Młody Władca Cieni wydawał się początkowo przegrywać ale ostatecznie Wendigo został zabity. Obserwacja wilkołaków w rytualnym pojedynku była fascynująca. Z pewnością są to przeciwnicy, z którymi należy się liczyć i bezpośrednia konfrontacja nie jest rozsądnym wyjściem.

Po walce reszta kanadyjskich wilków sprzymierzyła się z moimi nowymi znajomymi i ułożony został plan ataku na kopalnię. Dzięki sugestiom Curtisa był on całkiem subtelny. Szamanka oraz dwójka wilków, w tym olbrzym o poznaczonej bliznami twarzy, udała się do kopalni razem z Curtisem pod pozorem chęci przyłączenia się do spaczonych wilków. Wendigo postanowili w odpowiednim momencie wywołać zamieszanie bezpośrednim atakiem. Mi przypadło w udziale przeszmuglowanie reszty grupy w ciężarówce Omnicron Oil. Wszystko poszło zgodnie z planem, tępi strażnicy nie przejrzeli podstępu więc grupa z ciężarówki wymknęła się bez problemów, i zrobili to nadspodziewanie cicho, jak na taką hałaśliwą i kłótliwą bandę. Tymczasem w wyrobisku kopalni Curtis oraz reszta wilkołaków prowadzili negocjacje z przywódczynią wyznawców Żmija.

W chwili ataku Wendigo, olbrzym noszący imię Ernarsson wyjął róg myśliwski i zadął w niego. Rozległ się czysty niski dźwięk i w powietrzu zmaterializowały się zjawy potężnych wilkołaków. Z ich pomocą grupa z łatwością zniszczyła wypaczonych ludzi oraz kamień spoczywający na dnie wyrobiska. Przywódczyni wyznawców Żmija uciekła w Umbrę. Udało się też zyskać dokumenty na temat tego znaleziska, na pewno wgląd do nich pozwoli mi lepiej uczestniczy w realizacji Planu.

Po tym wszystkim plemię kanadyjskich Wendigo chyba zmieniło swoje nastawienie do młodych wilków, wcześniej byli im nieżyczliwi, ale kiedy udało się dowieść, że to nie ich starsi stoją za masakrą szczeniąt w Wendigo w Polsce, Wendigo byli zmuszeni do przyznania racji szczeniakom. Mi pozostało tylko podrzucić kilka informacji o wydarzeniach dotyczących mojej osoby i tutejszych zajść do Arcanum, jestem pewien, że panna Blake zainteresuje się tymi wydarzeniami i zajmie ją to do czasu aż wszystko będzie gotowe.

View
Zapomniany dziennik
Incarna i zmora

Nie wiem sama, ile czekałam na swoją pierszą przyzwaną Incarnę. Pamiętam, że było to przy okazji czegoś, co po czasie mogę określić jako “rytuał przejścia”. Ależ byliśmy zagubieni. Młode wilczki, niewiele jeszcze o czymkolwiek wiedzące, rzucone na pastwę zimy i swoich nie do końca przyjaznych pobratymców – Wendigo (w tym akurat specyficznym czasie opanowanych żądzą mordu). Brzmi pięknie – prawda? A jednak to przeżyłam.

Incarna Luny, wysłana do naszego Caernu w Parku miała sprawdzić, co się stało z sczeniakami Wendigo. Informacje były niepomyślne, ale sama Incarna – jakaż ona była cudowna! Wyglądała jak ludzka postać zrobiona ze światła. Światło to nie było jednak oślepiające ani zbyt jasne – wydawało się, że pulsuje zza przydymionego szkła. Rysy sylwetki miała rozmyte, a po całej postaci pełgało światło we wszystkich odcieniach szarości… istota, w zamian za informację, zażądała oczywiście zaplaty. Oddałam jej część mojej mocy, a ona łapczywie ją wchłonęła i rozmyła się.
Z tego, co nam powiedziała wynikało, że szczeniaki Wendigo w naszym Caernie zostały dobrze przyjęte. Później puszczono je do miasta, by zaczęły poznawać i uczyć się ludzkich obyczajów. Po 24 godzinach nie żyły… Dlatego założono, że to my i dlatego oba Caerny sposobiły się do wielkiej wojny. Z Parku wyruszył do nas Accolon z plemienia Patrzących w Gwiazdy. Arun podróżował przez Umbrę i w niedługim czasie winien przybyć w okolice przełęczy Krodera.
Tymczasem my potrzebowaliśmy odpoczynku. Ja musiałam medytować, aby odzyskać moc, którą oddałam Incarnie, a potem zasnęłam jak głaz. Ale i tamtej nocy nie spałam spokojnie. Obudził mnie Lord twierdząc, że nasz pennsjonat jest obserwowany. I był – przez Curtisa Warrella – wilkołaka, którego pozaliśmy w barze. Udało się umówić z nim spotkanie na rano.
Następnie moja wataha udała się do Diany – nie wiem, jak i czemu się tam znaleźli, ale ja zasnęłam w Umbrze zwinięta w mały, ciasny kłębek. I zapewne spałabym nadal, gdyby nie nawoływania Aurory. Poderwałam się i Umbrą dotarłam do watahy. Okazało się, że na dziecku Diany żeruje zmora. Próbowali je leczyć, a ja siedziałam w Umbrze słuchając Tycjany – na wpół obłąkanego dziecka Gai. Aby pozbyć się zmory spróbowałam odprawić rytuał – trzeba było wezwać to paskudztwo i je zabić. Zmory jednak nie są głupie. Tak konkretna wiedziała, że jak ma mocną kartę przetargową – “Ruszcie mnie, a mały umrze”. W porównaniu do pięknej Incarny taka zmora to naprawdę straszna rzecz. Gdybym nie widziała brzydszych rzeczy w życiu mogłabym ją nawet nazwać kwintesencją brzydoty – wyglądała jak nieregularnych kształtów sakwa czy wór, wypełniony tłuszczem. Po długich i ciężkich bojach chłopca udało się uratować.
Noc była już za nami.

View
Nici prowadzą do Kanady

Jestem już blisko. Mam nadzieję, że mój mały wypad do Kanady odwróci uwagę pani Blake. Upewniłem się, że tylko moja męska forma była widziana na lotnisku w Toronto, cała podróż została starannie zaplanowana aby ją zwieść. Nie było czasu aby przedsięwziąć jakieś poważniejsze kroki, ale to powinno wystarczyć. Z tego co wiem to nadgorliwa łowczyni nie wie jeszcze o mojej żeńskiej formie. I miejmy nadzieję, że nie będzie wiedzieć jeszcze długo. Cała zasadzka tego wymaga, a ten wypad zapewni mi wystarczająco dużo czasu aby wszystko przygotować. Podczas gdy pani Blake będzie bezskutecznie szukać mnie w Kanadzie ja przygotuję zasadzkę w Polsce. W końcu i tak za mną tam podąży.

Tymczasem czas wziąć się do roboty. Królowa zesłała mi wizję wielkiego obłego minerału, znajdującego się w odkrywkowej kopalni w miasteczku pośrodku pustkowi Kanady, nawet w najśmielszych snach nie śmiem przypuszczać, że może to być jej więzienie, ale ten twór jest w jakiś sposób ważny dla mojej Królowej, dlatego zamierzam to zbadać. Kopalnia jest silnie chroniona, a raczej była ponieważ dzisiaj po południu doszło do pewnego incydentu. Grupa Ovid zaprzedanych Żmijowi starła się ze swoimi krewnymi, w całym zamieszaniu brał również udział prastary Niedźwiedź zamieszkujący te okolice. Szczeniaki praktycznie uratowały mu życie, niestety reszta ich sfory przybyła za późno aby uratować jednego z nich. Jednak wydaje się, że Niedźwiedź pragnie użyć największego daru jaki posiada jego rasa i przywrócić szczeniakowi życie. To szlachetny gest ale z moich nielicznych informacji na ten temat wynika, że to bardzo niebezpieczny proces i może równie dobrze skończyć się zgonem tej prastarej istoty.

Jednak to zamieszanie służy moim celom, wyznawcy Żmija pilnujący kopalni są osłabieni a pozostałe wilki wydają się być więcej niż chętne do ataku na kopalnię. Jestem pewien, że uda mi się przekonać je do przyjęcia mojej pomocy. W ten sposób uda mi się dostać do przedmiotu nawiedzającego mnie w wizjach, z pewnością Królowa objawi mi co należy z nim zrobić. Czas działać.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.